Manos Negras 2015. Po Pinot Noir do Patagonii

February 16, 2018

 

Lubię obserwować wcielenia Pinota w różnych zakątkach świata. Tym razem wybór padł na wino z Neuquén, jednej z najdalej wysuniętych na południe winnych dolin Argentyny. Kraj kojarzony jest głównie z Malbekiem, ale chłodny klimat Patagonii predestynuje do uprawy Pinot Noir. Żadne wino nie może się jednak obejść bez wody, a Patagonia jest obszarem pustynnym. Winorośl musi być więc sadzona w bliskim sąsiedztwie rzek spływających z Andów.

 

Rzecz w tym, że jeszcze w połowie lat 90. dolina Neuquen w ogóle nie była nawodniona. Ten stan zmienił jeden człowiek, niejaki Julio Viola, który w 1996 roku rozpoczął budowę kanału o długości, uwaga, 20 km (informację zaczerpnąłem z artykułu Andrzeja Daszkiewicza dla "Magazynu Wino"). Tak przygotowani spodziewaliśmy się równie ciekawej historii w kieliszku.

 

 

 Oto jej początek: w nosie fiołek i pieprz, raczej biały niż czarny. Trochę malin, trochę liści. W tle pojawiły się świeże nuty przyprawowe, które na drodze długich dociekań w końcu uznaliśmy za anyż. Nie spodziewaliśmy się owocowej eksplozji, ale w ustach czuliśmy niedosyt. Nie udało nam się też znaleźć ani malin, ani innych owoców. Na pierwszy plan wyszedł pieprz, niejako przesądzając o pikantnym charakterze wina. Całość wieńczył posmak wanilii. Okazało się, że całkiem szeroki woal aromatów okrywał ciało skromnej, nawet jak na Pinota, postury. Nietypowo, zważywszy że Manos Negras ma prawie 14% zawartości alkoholu.

 

Tanina, jak przystało na szczep, niska. Kwasowość przepisowa, tzn. wysoka, ale nieprzesadzona. W sumie wino zgodne z europejskim duchem; formalnie wszystko tu się zgadza, tyle że brakuje interesującej treści. A może po prostu to nie był nasz dzień?

 

Ocena: 3,5/5

 

Zakup własny w sklepie Winotopia przy ul. Rydygiera na Żoliborzu. Cena: 64 zł.

 

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Please reload