Na początku było Słowo. (zamiast credo)

A na samym początku, prapoczątku, była przyjaźń. Moja przygoda z winem zaczęła się mimochodem, jako funkcja spotkań. Z Markiem piłem chyba wszystko oprócz wody święconej, ale zaprawdę powiadam Wam, nie pamiętam, czy i jej też nie, z lodem. Pierwsze wspólne wina, bardzo skracam tę opowieść: reńskie Liebfraumilch, czyli "mleko ukochanej Pani", w domyśle Maryi, moja fascynacja skoncentrowanym owocem z południowych Włoch (Primitivo), Marka miłość do taniny i beczki za 20 i 30 zł. Wszystko to przerobiliśmy. W pewnym momencie, przekraczając kolejne bariery cenowe w jednostajnym tempie +5 zł za butelkę zaczęliśmy o winie rozmawiać. Bo też wpadły nam w ręce pierwsze egzemplarze "Magazynu Wino", a mo

Friday I'm in love: Mitteleuropa

Kwietniowy Fiil się nie odbył, Towarzystwo wyjechało na wczasy. Wyposzczeni, spragnieni, z trudem doczekaliśmy maja. Tym razem postawiliśmy na regionalizację. Tematem spotkania były wina z Mitteleuropy. Wybór sam w sobie ciekawy, ale i logiczny, jeśli wziąć pod uwagę, że Gospodarze, Grażyna i Artur, dopiero co wrócili z wyprawy do Bośni, zaliczając po drodze Budapeszt i Brno. Na dzień dobry Regina Coeli, czyli Królowa Niebios. Wino morawskie szczepu Pálava, krzyżówka odmian Tramín i Müller Thurgau. Nigdy o nim nie słyszałem, ale czuję się usprawiedliwiony, ponieważ jak uczy dr Artur w samych Czechach stanowi ledwie 1% upraw. Nalewamy. Kwiaty, jabłko, brzoskwinia. Ależ to wino pachnie! Takiej