Taste of New Zealand


24 września gościliśmy na degustacji win z Nowej Zelandii, organizowanej przez Stowarzyszenie New Zealand Winegrowers przy wsparciu Winicjatywy. Na ten dzień ostrzyliśmy sobie zęby. Lokalne wina cenimy wysoko co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, kręci nas - co za niespodzianka - niesamowita ekspresja Sauvignon Blanc, podobają nam się nowozelandzkie Pinoty. Po drugie, sięgnąwszy już po butelkę z Marlborough czy Hawke's Bay rzadko kiedy mówimy o rozczarowaniu. Na naszej mapie świata Nowa Zelandia stała się synonimem jakości, zakup win stamtąd - obliczalną inwestycją w dobry nastrój.

Jak w każdej branży jakość jest koniecznym, ale niewystarczającym warunkiem rynkowego sukcesu. Liczy się też moda, hype. Wyczucie potrzeb konsumentów, skrojony na miarę marketing i PR. W Nowej Zelandii mają rękę i do win, i do sztuki autopromocji. I chyba dlatego sprzyjający trend trwa w najlepsze. Spójrzmy na liczby: w 2010 roku wyprodukowano na wyspach 142 miliony litrów wina, podczas gdy w 2016 było to już 209 mln. Jeszcze dynamiczniej rozwija się eksport, którego wartość na przestrzeni lat 2011-2016 wzrosła z 1,05 do 1,57 mld dolarów. Organizacja Sustainable Winegrowing New Zealand kładzie akcent na fakt, że już w 2016 roku "98% winiarstwa mogło się pochwalić certyfikatem uprawy zrównoważonej"*. Prawie wszystkie krajowe winnice na bieżąco monitorują zużycie elektryczności i wody.

Obok zasłużonych braw za proekologiczną postawę trudno opędzić się od myśli, że Nowa Zelandia potrafiła przekuć swoje (wizerunkowe) słabości w siłę. Zamiast wielopokoleniowych winiarskich tradycji oferuje nowoczesne technologie i wrażliwość na środowisko. Tak chyba wygląda przyszłość, a jej symbolem jest metalowa nakrętka. I dobrze. Dla nas, prywatnie, degustacja na ul. Mysiej miała potwierdzić renomę flagowych szczepów i rzucić więcej światła na odmiany, które zazwyczaj stoją w cieniu. Łącznie spróbowaliśmy ok. 25 z mniej więcej 50 dostępnych etykiet, z konieczności więc skupię się tylko na najlepszych lub tych, które z jakiegoś powodu wydały się ciekawe. Kolejność tematyczna.

Sauvignon Blanc

Soljans Fusion Sparkling Sauvignon Blanc, Marlborough NV, 13%

Na początek ciekawostka. "Musiak" o słusznej zawartości cukru resztkowego, plasującej etykietę w kategorii win półwytrawnych. Bardzo przyjemne i smaczne, "łatwe" w dobrym słowa znaczeniu. Jedyny minus - wszystko tu musuje trochę osobno (jabłka/gruszki, cytrusy, słodycz, kwasowość), ale widocznie to zasługa roztańczonych bąbelków. Sugerowana cena detaliczna: 59 zł.

Te Mata Estate Vineyards Sauvignon Blanc, Hawke's Bay 2017, 12%

Wino-wizytówka z najstarszej winnicy w Nowej Zelandii, powstałej w 1896 roku. Jest jaśmin (zielona herbata jaśminowa), jest agrest, są owoce tropikalne (Marek wyodrębnił lychee). Dodajmy do tego suszoną trawę, słomę i mamy kompleksowy profil. Chłodne, wręcz surowe usta bez grama cukru resztkowego urozmaica drobniutki bąbelek. Podstawowa etykieta, a tyle radości. Sdc: 69 zł.

Jules Taylor Wines Sauvignon Blanc, Marborough 2017, 13%

W porównaniu z Te Matą wino wydało nam się bardziej marakujowo-brzoskwiniowe i mniej agrestowe w nosie oraz nieco treściwsze w buzi. Znów pojawiły się tematy polne, tym razem z przewagą ziół. Więcej niż dobre. Scd: 79 zł.

Soljans Estate Sauvignon Blanc, Marlborough 2017, 12%

Cała gama zieloności: od agrestu i trawy, poprzez zielone jabłuszko, aż do cytryny. Ale sam początek mocno drożdżowy, zupełnie jakby wino dojrzewało nad osadem. Tymczasem nie dojrzewało, beczki nie widziało. Kwestia nurtowała mnie długo, aż do radykalnych hipotez o wadzie technicznej. Ostatecznie zawierzam sile rozsądku i słowom Artura: "drożdże po prostu odbiły się w tym winie echem". Oryginalne, wyraziste wino w dobrej cenie. Scd: 59 zł.

Giesen The Brothers Sauvignon Blanc, Marlborough 2016, 13%

Najbardziej złożone Sauvignon Blanc z winnicy Giesen, a piliśmy ich kilka. Tym razem nie było żadnych wątpliwości: wino powstało przy użyciu metody sur lie. Wpływ drożdżowego osadu nadał harmonię i miękkość, ale nie stłumił agrestowo-cytrusowej świeżości. Jedna z najciekawszych butelek całej degustacji. Scd: 120 zł. Na uwagę od tego producenta zasługują też: Marlborough Ridge 2017 (b. ekstraktywny nos; dosłowne wino dla szerszej publiczności) oraz wino organiczne. Ogólnie w butelkach Giesen czuliśmy najwięcej nut grejpfrutowo-limonkowych.

Astrolabe Taihoa Vineyard Sauvignon Blanc, Kekerengu Coast, Marlborough 2016, 14% (na zdjęciu poniżej)

Ciekawa interpretacja Fumé Blanc, czyli Sauvignon z beczki. Wyraźny dodatek masła, wiernie oddany charakter miejsca plus szlachetna, kremowa faktura. Cieliste i eleganckie zarazem. Scd: 150 zł.

Inne wina białe

Astrolabe Pinot Gris Marlborough 2017, 13%

Usta napięte kwasowością, zdyscyplinowane, chrupkie. Zdaje się, że znak szczególny producenta (nie mówię o wersji beczkowanej). Co innego aromat: marakujowa eksplozja, żar tropików. Scd: 85 zł.

Soljans Barrique Reserve Chardonnay, Hawke's Bay 2015, 13%

Tylko 3203 ha nasadzeń Chardonnay w porównaniu z 22085 ha Sauvignon Blanc, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. W nosie sporo masła, delikatne warzywa rosołowe, wanilia. Marek wspominał o "wędzonej gotowanej kości". Wino pełne, kremowe w ustach, a jednocześnie dynamiczne (0 gramów cukru resztkowego przy dość wysokiej kwasowości). W pół drogi między stalowym Chablis a dobitną nowoświatową beczką. Takie Chardonnay chcielibyśmy pić! Scd: 71 zł

Giesen Estate Riesling, New Zealand 2015, 10% (zdjęcie tytułowe)

Cześć, słodziaku. W nosie syrop brzoskwiniowy pomalowany grubszą warstwą lakieru do paznokci. 40g/l cukru schowano za wysoką kwasowością i skórkowym, grejpfrutowym finiszem. Misterny to balans. Oczywiście słodycz się czuje, ale wino jest bardzo pijalne. Scd: 119 zł.

Wina czerwone

Greystone Omihi Pinot Noir, Canterbury 2016, 13,5%

Wino ekologiczne. Nos zapowiadał spore przeżycia: róża, hibiskus, goździki, liście na ściółce. Buzia zaskakująco chłodna i eteryczna. Mało owocu, mało, nawet jak na szczep, ciała. Wrażenie szorstkości potęgowała pikantność (pieprz, goździk, cedr). Więcej treści miała 2. etykieta producenta, Greystone Pinot Noir na dzikich drożdżach. Cena zakupu dla dystrybutorów: 16$

Mister Syrah, Hawke's Bay 2015, 12%

Miał być elegancki Syrah na modłę francuską, wyszło wino niezdecydowane, niechętnie mówiące o walorach szczepu. Biorę pod uwagę, że jesteśmy już nieodwołalnie zepsuci przez rynek i na dźwięk słowa "Syrah" słyszymy "Shiraz", a w konsekwencji wizualizujemy sobie wiadra powideł, kilogramy wędlin, plantacje tytoniu. Nie wiem. Cena zakupu dla dystrybutorów: 12,5$

Ara Single Estate Pinot Noir, Marlborough 2014, 13%

Zdecydowanie cieplej i dojrzalej. Mocno owocowy, konfiturowy profil. To ostatnie słowa, które udało nam się nagrać podczas degustacji, bo właśnie dobiegła końca. Niestety więcej nie pamiętam, oprócz bladego wspomnienia, że było to nasze najlepsze czerwone tego popołudnia. Scd: 125zł

Słowem krótkiego podsumowania: Sauvignon Blanc potwierdziło klasę. Wina z tego szczepu smakowały nam praktycznie we wszystkich stylach i odsłonach. Dużą niespodzianką in plus było Chardonnay i półsłodki Riesling. Nieźle wypadły butelki Pinot Gris (wspomniany Astrolabe oraz niewspomniany Giesen), ale nie na tyle, żeby śnić o nich po nocach. Rozczarowały za to wina czerwone. Niedosyt byłby pewnie mniejszy, gdyby udało nam się załapać na butelki z winnic Schubert czy Villa Maria. Ale wszystkiego spróbować się nie da. Wyróżnienie dla Soljans za równą, nieoczywistą ofertę i konkurencyjne ceny oraz dla Giesen - za The Brothers Sauvignon Blanc oraz Rieslinga.

*dane liczbowe za specjalnie przygotowanym, czytelnym i estetycznym folderem od New Zealand Wine

Markowi i Arturowi dziękuję za miłe towarzystwo, merytoryczne uwagi i konkluzywne wnioski. Asi, jak zwykle, za wszystko.

#sauvignonblanc #agrest #owocetropikalne #marakuja #lychee #cytrusy #skórkagrejpfruta #słoma #pinotgris #chardonnay #masło #warzywarosołowe #wanilia #riesling #lakierdopaznokci #brzoskwinie #pinotnoir #róża #hibiskus #goździki #cedr #syrah #nowazelandia