Analiza, synteza, Sassicaia



Miłośnicy wina dążą do jego analizy, natomiast wino samo w sobie przeciwnie, bo do syntezy. Chciałoby się wyrazić w pełni, raczej jako integralna całość niż zbiór mniej lub bardziej przypadkowych elementów (truskawki, taniny). Zupełnie jak my. Nie poprzez nogę lub pośladek, lecz co najmniej figurę próbujemy dowieść racji swojego istnienia, a bywa przecież i tak, że mierzymy wyżej.


Ten rodzaj dojrzałej, świadomej siebie ekspresji wymaga czasu, którego większość butelek jest pozbawiona a priori - nie ma wystarczającego potencjału starzenia - albo, gdy ma, jest otwierana zbyt szybko. Do pośpiechu przyzwyczaił nas rynek i konkurujący na nim producenci. Gdzie nie spojrzysz wszystko, prawie wszystko jest gotowe do picia. Rynek? A może my sami, z naszymi żądaniami pulpitu Windowsa w ciągu 3 sekund, taxi za minut 5, pizzy za kwadrans. Roszczenia wobec win są podobne: chcemy natychmiast rozwinięte, poważne pozycje za niewielkie pieniądze, co się niestety wyklucza.


Że to przedwczesne spotkanie będzie często gapieniem się na truskawki zamiast na figurę, że tanina wtapia się nie w miękki dywan, a w wycieraczkę - trudno. Ale co mają powiedzieć właściciele starych, latami budowanych kolekcji? W trakcie pandemii pękła niejedna, wiele piwniczek osuszono do dna i wyobrażam sobie, jak dramatyczne były to wybory. Otwierać przed peakiem, dużo za wcześnie i cieszyć się tym, co jest, czy czekać, ale podjąwszy ryzyko być może nie spróbować nigdy? Żyjemy w czasach niepewności i nie są to czasy dla star(sz)ych win.


Nie żebym je pił. Nie stać mnie na rocznikowe bordosy czy inne piemonty, z braku laku sam lubię pogapić się na młodość. A jednak kieruję ten apel do Was i do siebie: bądźmy cierpliwi.

Jeśli butelka ma potencjał - weźmy dwie, a jedną odłóżmy do chłodziarki lub piwnicy. Czytałem niedawno wpis Winiacza, który niespodziewanie odkrył w domowych zasobach Pinot Noir od Tibora Gala, rocznik 2012. Za 30 zł nie zawsze będziemy świadkami tak udanej metamorfozy, ale chodzi o nadrzędną zasadę: ewolucja ma sens. W końcu sami jesteśmy przykładem.


Tenuta San Guido Bolgheri Sassicaia 2009, 14%


Wino pochodzi z Toskanii, ale nie jest stworzone na bazie sangiovese, tylko bordoskich odmian cabernet sauvignon i cabernet franc. Wyłom z apelacyjnych reguł lat 60. deklasował wina niepokornych producentów do rangi win stołowych, za to wysoka jakość nadała im wkrótce nowe imię supertoskanów. Dziś Sassicaia jest legendą, ma własną apelację Bolgheri Sassicaia DOC, a oceny kolejnych roczników oscylują w przedziale 94-97 pkt. To zaś oznacza, że wina są cholernie drogie.


Integralność i głębia. Piękna kompleksowość owoców i aromatów wynikających z dojrzewania (nuty balsamiczne!). Usta, cóż. Przede wszystkim wypełnia je zdumiewająca siła, miękka i stanowcza zarazem. Nie mogę się zdecydować, czy wino ma już, czy dopiero 12 lat. W takiej formie, przy tej witalności (owoc!) będzie zachwycać przez minimum kolejną dekadę, a przecież całość jest już pozbawiona konturów, te wszystkie plamy chcą stać się jednością. Ale jeszcze nie teraz, nie natychmiast!


Wino miałem przyjemność degustować na proszonym, czego i Wam serdecznie życzę. Grazie!