Znojmo i okolice - impresje z winem



Znojmo. Kiedyś bym tu ziewał, teraz czułem ulgę i zadowolenie. Miasto, właściwie miasteczko (ok. 30 tys. mieszkańców), pozwala obcować z sobą i z nim w poczuciu bezpiecznej teraźniejszości. Nie ponagla, nie zarządza planem zwiedzania, właściwie nic od ciebie nie chce. Mimo zabytków oraz kilku atrakcji turystycznych - 30-kilometrowa sieć podziemnych korytarzy, muzeum motoryzacji - wydaje się obojętne jak i czy w ogóle zostanie zapamiętane. Trwa 1000 lat, więc może sobie na to pozwolić.


Vranov nad Dyją - Hotel pod Zamkiem, zamek nad hotelem

Co tu się dzieje i nie dzieje. Np. Kino Svět gra Minionki (MIMONI 2: PADOUCH PŘICHÁZÍ) i Thora w 3D (THOR: LÁSKA JAKO HROM). Na rynku stoją samochody. Z niepasującego do reszty budynku spogląda czerwony szyld Baty. Czeska rodzina właśnie wyszła z psem, przed kamienicą ich dzieci biegają nago. Na Morawach normalne jak opalanie się topless. Po drodze mijamy lokalsa, który w szynku kilka ulic wcześniej otworzył rachunek dnia; on teraz rynek obchodzi, ale on już przysiada. Poza tym ludzi nie ma, na zegarze 15:00.



Nie licząc garstki turystów mamy do dyspozycji całe stare miasto. Wąskie uliczki, zaułki, które w letnim skwarze kumulują ciepło, odbijane przez kremowe, żółte, pistacjowe i łososiowe fasady budynków. Plenery nad Dyją, bo Znojmo jest położone na skalnym urwisku, to właśnie tam łapiemy oddech. Na efektownej panoramie odciska się sylwetka gotyckiego kościoła św. Mikołaja z XIV wieku. Strome zbocze nad rzeką porasta winorośl, z której korzysta duży lokalny producent Lahofer, a gdy spojrzeć w prawo, na południowy-zachód, widać już Park Narodowy „Podyje”.



Tuż obok, w knajpie przy znojemskim browarze, wypijam na raz prawdopodobnie najlepszy lager w życiu. Od czasów piwnej rewolucji żadne tzw. "normalne" piwo nie miało tyle świeżości i smaku. Na obiad zatrzymujemy się w bliźniaczej HoZpodzie, która inteligentnie przemyca główne wątki tradycyjnej czeskiej kuchni w stylu fusion. Porcje jak na zdjęciach, ceny umiarkowane, choć trzeba w tym miejscu podkreślić, że Morawy są od Polski droższe.



Zjadam gargantuiczną grzankę z lekko kiszoną kapustą, sosem chrzanowym i popapraną ilością wieprzowiny. Wszyscy mi zazdroszczą, chcą gryza, daj, dej, weź bądź, oferując w zamian kawałek kaczki z ziemniaczanym knedlem lub apetycznego skądinąd hamburgera z szarpaną wieprzowiną. Godzę się łatwo, a dlatego tylko, że zamówiłem jeszcze gulasz z knedlem bułczanym. Mmm.



Poza nielicznymi wyjątkami Znojmo ma zwartą, spójną zabudowę. W ogóle Czesi wykazują większy od nas szacunek do tożsamości krajobrazu. Widać to szczególnie na morawskiej wsi, która uporczywie nie zmienia swojego charakteru i zdaje się, że sto lat temu wyglądała tak samo jak dziś. Nikt tu nie wpada na pomysł stawiania przeszklonych czy skandynawskich domów w szczerym polu, nie ma też dworków z antycznymi kolumienkami. Zupełnie, jakby miejscowa ludność była dumna z tego, gdzie mieszka, a napływowa z bogatszych miast nie chciała tego psuć. Štítary, Šumná - te maleńkie, a zadbane miejscowości mijane po drodze zapamiętam jak najlepiej.


W Znojmo najwięcej ludzi można spotkać w supermarkecie Albert, tam zaś megapromocję na lokalne wina. Jak to się kończy - wiadomo. O żadnym z nich nie chcę pisać długo, chociaż niezła jest czarna etykieta frankovki z Moravian Collection, podobnie róż. Reszta ma na sumieniu większe i mniejsze niedoskonałości, ale życzyłbym nam wszystkim takiego marketowego regału z polskim winem w cenie ok. 20 zł za butelkę.



W konkurencji "stosunek jakości do ceny" wygrywa riesling z Vinotéka Vínovín - centrum znojemských vín. Orzeźwiająco świeży, ziołowo-pikantny, po prostu świetny. Pani nalewa go z kranu. Do litrowej butelki? Patrzy z niekłamanym zdziwieniem, bo minimalna racja to 1,5 l. Może być 2, najlepiej 5. Jedynym powodem, dla którego nie przywieziemy go w ilościach hurtowych jest nietrwałość; wino powinno zostać spożyte w ciągu maks. 10 dni. Fun fact: wino robi w austriackim Pillersdorfie rodzina Buchmayerów.



Nie pokonujemy jednak 650 km dla butelek z Alberta ani dla choćby najwybitniejszych win z kranu. W planie jest Tour de Mikulov, niestety brakuje pary i czasu (do tej pory zaliczamy Znojmo, Brno i pobliskie Punkevní jeskyně, Krems; dzieci błagają o litość, my też, ale strategicznie milczymy), wobec czego skupiamy się na winiarzach lokalnych.

Dobrá Vinice - kto odwiedza sklep Wino z Moraw, ten zna markę. W piwnicach producenta podziwiamy qvevri. Oryginalna gruzińska amfora, w transporcie niełatwa, kosztuje ok. 2 tys. euro, a więc każde wino wyprodukowane przy jej użyciu zawiera ułamek tej ceny. Używa się tu też nowej dębowej beczki. Czego się zaś nie używa to chemii i zbędnych dodatków - jesteśmy u morawskich autentystów, w bastionie win naturalnych.


ceny podaję w koronach - po dzieleniu przez 5 wyjdą nam złotówki

Dobrá Vinice Blanc de Blancs 2018, 13%


Kupaż pinot gris, müller thurgau i chardonnay. 18 miesięcy na naturalnym osadzie w dębie. Pierwszy nos akacjowy i silnie owocowy, pełen pigwy, dojrzałego żółtego jabłka, z morelami i odrobiną imbiru w tle. Buzia przez sekundę w oleju, po którym umiarkowana w skali producenta kwasowość niesie jabłkowo-morelowy owoc. Całość lekko utleniona, a dobra, bo daje sporo interesującej treści. Wino musi być schłodzone, w przeciwnym wypadku rozpada się na epizody.


500 kč

4.25/5



Dobrá Vinice Creme de Parc National 2020, 11%


Wg słów producenta pierwsze Pét-naty w Czechach powstały właśnie tu. Podobnie jak w przypadku poprzednich roczników mamy kupaż 3 szczepów: na pokładzie müller thurgau, riesling oraz welschriesling. Creme de Parc National pachnie świeżym jabłkiem, białym grejpfrutem, delikatnie piwnicą. W ustach zadziorna cytrusowa kwasowość i słona, zimna skała na planie kremowej faktury. Orzeźwia jak jakiś energol.


250 kč

4.25/5


Dobrá Vinice Sauvignon Blanc Qvevri 2013, 12%


Wino fermentowało i dojrzewało w amforze (9 miesięcy), a następnie przez rok spoczywało w beczce. Aromaty mirabelkowo-renklodowe, kwiat pomarańczy, dodatek suszonych moreli. Ciało jest szczupłe; przypomina chłodną herbatę z cytryną z mineralnym charakterem. Jest dobrze, ale spodziewałem się więcej pomarańczowej ekspresji. Patrząc z drugiej strony - mimo upływu czasu zachowuje wielką witalność.


630 kč

4.25/5


Piłem też Andre cuvée 2019 i wydaje mi się, że przesadzono tu z kwasowością. Wino to nie wyścigi.



Odwiedzamy też po sąsiedzku Špalka. Jesteśmy tego dnia jego jedynymi klientami - mówi, że bogaci wyjechali nad morze, pozostałych na wino nie stać. Przeklina wojnę. Rozmawiamy po polsku, bo jak się okazuje wina sprowadza już do nas niewielki importer z Żyrardowa i Špalek na nas trenuje. Polski i czeski nigdy nie brzmiały tak podobnie.



Vinařství Špalek Rulandské modré 2020, 13%


Czereśnie, czerwone porzeczki, truskawki na tle wiejskich aromatów. W połączeniu z ustami - te są lekkie, soczyste, podbite w finale przed pieprz - staje się hedonistyczną a pozbawioną banału propozycją na letni wieczór. Naprawdę smaczna interpretacja pinot noir.

230 kč

4.25/5


Mniej podobał mi się Riesling Velky Sud. Zamiast niego wybrałbym podstawowe, a żwawe veltlínské zelené za jedyne 165 kč. Wszystkie wina są organiczne i wegańskie.

PS Zatrzymaliśmy się w lesie nad rzeką Dyją, konkretnie w tej części, gdzie za tamą rozciąga się piękny zalew, nad nim zaś kompleks wypoczynkowy Vranovská pláž. Jeśli nie chcecie mieszkać w mieście jest to dobra baza wypadowa do zwiedzania południowych Moraw i okolic. Do Znojmo niecałe 30 min samochodem. Jeśli to jest Wasza skala, Wasz puls - polecam.


Artur, musimy to kiedyś powtórzyć! Zapraszam na blog kolegi: https://nowystaryswiat.blogspot.com/